
Wczoraj w rubryce z doniesieniami agencyjnymi rzucił mi się w oczy tytuł:
"Dobkowianie nie chcą hodowli norek". Burmistrzowi gminy Świerzawa, Józefowi Kołczowi (często żartobliwie mawia się o nim, że jest jedynym zwolennikiem inwestycji w Dobkowie) marzy się "rozwój zrównoważony", jednak zdaje się nie zauważać, że cuchnąca padliną ferma norek rżniętych dla futer może tylko rozwój regionu zaburzyć! Nie może w tej sytuacji dziwić, że mieszkańcy wioski starają się zainteresować sprawą ogólnopolskie media. W przyszłości mogą też z pewnością liczyć na wsparcie organizacji ekologicznych oraz dziennikarzy obywatelskich. Świadczy o tym choćby fakt, że w czerwcu Towarzystwo na rzecz Ziemi z Oświęcimia zorganizowało w czerwcu w Dobkowie
warsztaty poświęcone temu, jak bronić się przed inwestycjami szkodliwymi dla środowiska oraz duże zainteresowanie tematem na stronach Wiadomości24.pl.
Jaki jest tak naprawdę powód rosnącej desperacji dobkowian? Taki, że ojciec śmierdzącej inwestycji, Freddy Dominicus de Bruyn, w
trzeciej wersji raportu o wpływie inwestycji na środowisko, sporządzonym przez panią inżynier Hannę Boroń na zlecenie "Dobkov Farm" sp z o.o., stawia mieszkańców przed wyborem: albo zaakceptujecie u siebie fermę norek, albo wam wybudujemy pod nosem fermę trzody chlewnej! I wtedy ten nos już naprawdę nie będzie w stanie tego wytrzymać - taki jest przekaz płynący z raportu! Pani inżynier pisze na przykład:
Emisja z środków transportu na fermie trzody chlewnej jest dodatkowym obciążeniem dla środowiska. Zjawisko to jest marginalne w hodowli norki.Nasuwają się bardzo poważne pytania: czy takie sformułowanie sprawy nie jest już formą szantażu? Czy burmistrz, a ogólniej: władza, nie powinna wsłuchiwać się uważniej w głos lokalnych społeczności, niż szepty inwestorów (przedsiębiorców), choćby ci obiecywali nowe miejsca pracy dla ludzi, zwłaszcza dla tych, którzy ich będą popierać i spokrewnionych? Czy sytuacja, w której pojawiają się bezpośrednie naciski polityczne na liderów protestu, świadczyć może o "wysokim umocowaniu" inwestora? Wreszcie, czy w tym, konkretnym przypadku postępowanie zarówno inwestora, jak i władz gminy można uznać za etyczne? Są to bardzo poważne wątpliwości.
Czytaj także w
Twierdzy Otwartej